Podoba mi się! Uwielbiam koncepcję, nazwę i zapach, choć wymagający, jest po prostu genialny. Burning Barbershop jest szczególnie dla tych z nas, którzy są fanami Slumberhouse, powiedziałbym. Wymienione tu nuty mają sens w sensie pudru pinaud, fryzjerstwa i być może są tylko wyczuwalne, pod stertą dymnych pozostałości. Mógłbym zaryzykować przypuszczenie, czym jest ta dymna nuta, pierwsza recenzja poniżej mówi o Cade, więc idźmy tym tropem. Otwarcie tego zapachu przypominało niedawne Imaginary Authors A city on fire. Wynika to z pikantnej jakości dymu przywołującego na myśl grilla lub coś w tym rodzaju? Cóż, ja mam z Burning Barbershop, bardzo konkretnie... Parówki. Nie kiełbaski w sensie ogólnym czy te dla smakoszy nadziewane szałwią i cebulą... nawet nie "wieprzowina" według wszelkiego prawdopodobieństwa... ale słone frankfurterki. To skojarzenie na szczęście mija i płonący barbershop staje się intensywnie wędzonym, drzewnym zapachem z nutą mięty. To szaleństwo. Absolutnie szalony. Kiszonka na początku jest obłędna, ale z czasem cichnie do względnie znośnego szumu. Podoba mi się, wolałbym raczej Jeke lub Norne, gdybym szedł w tak ciemno, ale nadal warto powąchać, jeśli lubisz dymne, pełne doznania. Trwałość dobra.
Podoba mi się! Uwielbiam koncepcję, nazwę i zapach, choć wymagający, jest po prostu genialny. Burning Barbershop jest szczególnie dla tych z nas, którzy są fanami Slumberhouse, powiedziałbym. Wymienione tu nuty mają sens w sensie pudru pinaud, fryzjerstwa i być może są tylko wyczuwalne, pod stertą dymnych pozostałości. Mógłbym zaryzykować przypuszczenie, czym jest ta dymna nuta, pierwsza recenzja poniżej mówi o Cade, więc idźmy tym tropem. Otwarcie tego zapachu przypominało niedawne Imaginary Authors A city on fire. Wynika to z pikantnej jakości dymu przywołującego na myśl grilla lub coś w tym rodzaju? Cóż, ja mam z Burning Barbershop, bardzo konkretnie... Parówki. Nie kiełbaski w sensie ogólnym czy te dla smakoszy nadziewane szałwią i cebulą... nawet nie "wieprzowina" według wszelkiego prawdopodobieństwa... ale słone frankfurterki. To skojarzenie na szczęście mija i płonący barbershop staje się intensywnie wędzonym, drzewnym zapachem z nutą mięty. To szaleństwo. Absolutnie szalony. Kiszonka na początku jest obłędna, ale z czasem cichnie do względnie znośnego szumu. Podoba mi się, wolałbym raczej Jeke lub Norne, gdybym szedł w tak ciemno, ale nadal warto powąchać, jeśli lubisz dymne, pełne doznania. Trwałość dobra.