recenzji
1.9k recenzji
Główną rzeczą, która zawodzi w tym przypadku, jest wydajność... jest przeciętna... co jest w porządku, ale rozczarowujące, ponieważ rozwija się ładnie przez pierwsze kilka godzin, prowadząc cię do fałszywego poczucia bezpieczeństwa i przekonania, że może być dość długowieczny. A potem... bum! Już go nie ma. Wielka szkoda, bo to jeden z lepszych "sportowych" zapachów, jakie próbowałem w ostatnich latach. Świeże, ostre otwarcie cytrusów i wodnych tonów, skompensowane subtelną ziołową bazylią i lawendą, następnie mnóstwo pieprzu, a gdy drzewna baza cedru i piżma zaczyna wysychać, jest to całkiem dobrze pomyślany, męski zapach i nie jest milion mil od swojego poprzednika. Wystarczy wspomnieć, że ten flanker pojawia się zaledwie 28 lat po oryginale, z pewnością nie był w tworzeniu przez cały ten czas???? Jakkolwiek ładny by nie był, nie jest wart czekania, nawet dla fanów Loewe. Podobał mi się, gdyby przetrwał, dodałbym go do swojej kolekcji, aby udowodnić, że zapachy sportowe mogą być proste i wyrafinowane, a przede wszystkim męskie. Ale nie jest, więc tego nie zrobię.
Bardzo na to czekałem, niestety Cedro okazał się dla mnie rozczarowujący. Otwarcie ma wyraźny drzewny piżmo, ale gdy to znika, a mówimy tu o kwestii minut, przechodzi w bardzo podobny akord do linii Solo. To żywiczny, balsamiczny zapach, który jest dość sztuczny i przypomina mi bandaże, dość dziwny medyczny zapach z nutami świeżej lawendy na górze. Z opisu brzmi to okropnie, ale tak naprawdę bardzo mi się podoba i mam Solo Platinum, które jest po prostu 'tym' przez cały czas, nie próbując być drzewne ani niczym, czym nie jest. Myślę, że ogólnie jest to nieco lżejsze i świeższe niż Platinum, ale zbyt podobne do oryginału, aby było warte uwagi. Uważam to za bezsensowny flanker, co jest naprawdę szkoda, ponieważ słój na nakrętce wygląda świetnie. Trwałość jest podobna do Platinum, całkiem dobra i dobrze trzyma się ubrań (choć to nie znaczy wiele).
Absolutna klasa. Poemat tonów męskich nut zapachowych zmieszanych tak, jak powinien pachnieć mężczyzna. Dla mnie podobieństwa do Azzurro pour homme czy Paco Rabanne lub niezliczonych innych z tego okresu są oczywiste, ale z jedną uderzającą różnicą, Roger & Gallet po prostu lepiej zachowuje się na mojej skórze. Myślę, że mieszanka jest w sam raz, aby nie być "zbyt" czymkolwiek. Jest to zwykła mieszanka czystych, mydlanych, pikantnych i najnowszych formuł, chociaż brakuje w niej mchu dębowego i czystej mocy, L'Homme jest nadal wystarczająco powściągliwy, aby trwać dobrze i dać użytkownikowi przyjemne, czyste, blokowe uczucie bez duszenia nikogo. Bardzo mi się podoba.
Jest to dla mnie typowy zapach wodny, otwierający się pięknymi orzeźwiającymi nutami mandarynki i morskiej bryzy, czystością kardamonu i wetiweru oraz nutą przypraw i drewna z cedru i pieprzu. To dobry zapach, który bardzo ładnie się układa... nie jest świetny... ale nie można go też odrzucić od razu. Wydajność jest przeciętna, ale wybaczę to. Warto mu się przyjrzeć, jak każdemu innemu świeżemu zapachowi w grze projektantów. Rozejrzyj się, a możesz znaleźć okazję.
oooh to jest absolutna magia! Jeśli kiedykolwiek jakiś zapach przypadł mi do gustu, to właśnie ten. Słodka, lepka, ciepła, balsamiczna baza, która ani przez chwilę nie jest mdląca. Następnie delikatny owocowy akord coli, tak, jest bardzo podobny do Dunhill Custom, żałuję tylko, że nie odkryłem go wcześniej. Jest o wiele bardziej wyrafinowany niż Dunhill i uwalnia bardziej subtelne, złożone nuty. Powiedziałbym też, że jest bardziej drzewny i ogólnie lepiej pachnie, a najlepszą rzeczą w tym....Baldesarinni Ambre trwa całkiem dobrze. To świetny ukryty klejnot zapachu i wystarczająco tani, aby nie czuć się winnym zakupu. Kupuję go.
To mnie zaskoczyło, ponieważ nie miałem pojęcia, że Colonia Club już wyszła. Spróbowałem jej kilka dni temu i muszę powiedzieć, że jestem niezwykle pod wrażeniem zapachu tego produktu. AdP nigdy nie będzie jedną z moich ulubionych marek, ale tworzą solidne, eleganckie zapachy, które otwierają się bardzo dobrze i ogromnie mi się podobają. Wydaje się, że mają swobodę, której nie dałbym innym domom za uczynienie przeciętności swoim znakiem towarowym. W każdym razie... Colonia Club ma wspaniale świeże otwarcie cytrusami, jak można się spodziewać, ale z nutą ziołowych zielonych cech, lawendy, mięty i odrobiną białych kwiatów. Jest lekki piżmo, a w sercu nuta geranium pod długotrwałym cytrusem, co wszystko razem tworzy klasyczny aromatyczny zapach fougere, co sprawia, że trudno go nie polubić. Wetiver naprawdę wychodzi na wierzch w fazie suchej i to by było na tyle. Club dostarcza to, czego oczekuję od Aqua di Parma, kończąc to przeciętną wydajnością, powiedziałbym, że ogólnie to kolejny dobry produkt z tego domu. Myślę, że wolę to od czarnego... colonia essenza?? czy to??? Fani AdP na pewno polubią ten zapach, bardzo trudno go nie lubić, a ja naprawdę lubię zieloną butelkę.
Dla mojego nosa jest to Bond No.9 (samozwańczy zapach sygnowany), który ma lekko mdłą słodycz, zakończoną świeżymi nutami górnymi i drzewnymi nutami bazy. Muszę powiedzieć, że jako ktoś, kto posiada wersję Perfume (w zasadzie taką samą jak oryginał, ale mocniejszą i z dodatkiem oudu), nie mogę powiedzieć, że całkowicie nie lubię tego zapachu. Jest jednak jedna zasadnicza różnica i nie jest to to, czego się spodziewałem (dodatek paczuli), ale wyraźnie przerażający zapach. Mam aż 4 fiolki tego zapachu (oczywiście nie jest to popularna próbka) i myślałem, że może to być reakcja na plastikowe opakowanie. No wiesz? Te opakowania po słodyczach bon bon, w których dostarczane są próbki. Z trudem udało mi się wyjąć fiolkę z opakowania, a część barwnika spłynęła na moje ręce i miała okropny, wkurzający zapach. Pomyślałam sobie, że mam nadzieję, że to nie perfumy! Niestety tak było. Tak, nowojorska paczula faktycznie pachnie jak ulice Nowego Jorku, moczem i wszystkim innym. Tak jak w przypadku słodkiej słodyczy i generycznego "akordu Bonda", ułamek sekundy później zostaje on zepsuty ostrym, metalicznym piżmem i czymś, co można opisać jedynie jako wkurzający zapach. Nie lubię być dosadny... ale tak właśnie jest. Jedyną niezwykłą rzeczą w New York Patchouli jest to, że nie ma w nim śladu paczuli! Żadnego hipisowskiego ziołowego brudu czy gęstej, kremowej czekolady. Może to zapach sików, metaliczna ostrość w interakcji z cytrusami i cedrem... kto wie? Wiadomo natomiast, że coś z tym zapachem jest naprawdę nie tak. Może niektórzy tego nie czują? Albo im się podoba? Nikt inny nie wspomniał o tym w komentarzach... czy to skromne liczi może powodować taką obrazę? Naprawdę nie wiem, ale nigdy nie mógłbym nosić tej okropnej mikstury. Jak większość smrodów, kiedy nie chcesz, aby miały świetną wydajność... nieuchronnie to robią.
Uwielbiam to uczucie, gdy ponownie wypróbowuję jakiś zapach, a potem czytam starą recenzję i myślę sobie... "wtedy to był strzał w dziesiątkę, stary!". sam do siebie. Wiem, że to trochę smutne, ale to prawda. To, co czuję, że MUSZĘ skomentować, to nieubłagane i szczerze mówiąc okropne wysychanie. Zaaplikowałem go wczoraj wieczorem, kiedy wyszedłem na spacer w wilgotnych warunkach, poszedłem spać, rano wziąłem prysznic i ponownie zaaplikowałem inny zapach. Przez cały dzień spacerowałem w słońcu, a on nadal jest naprawdę mocny! Jestem zdumiony, że czuję go przez koszulę, i nie przesadzam, żeby być dramatycznym, naprawdę nowojorska paczula jest atomowa! Co najważniejsze, nadal nie ma cholernej paczuli, tylko mentalny, koci wkurzony akord. Jeszcze dziwniejsze jest to, że.... mi się to podoba!!! Nadal jest metaliczna nuta tego "bondowskiego akordu" słodkich cytrusów.
Ten zapach to prawdziwy hit! Rzadko kiedy zapachy są zgodne ze swoją nazwą, zwłaszcza gdy nazywa się je "Intense", ale jeśli jest ktoś, kogo można być pewnym, że stworzy coś Intense... To Pierre Montale. Uwielbiam, jak tropikalne, słodkie, białe kwiatowe wibracje egzotycznego kwiatu Tiare i jaśminu atakują zmysły. Ten zapach ma w sobie nutę kokosa, ale nie jest mdły i nie pachnie jak tandetny krem do opalania, w małych dawkach jest całkiem elegancki. Myślę, że noszony z umiarem jest to bardzo jasny i podnoszący na duchu zapach, który wysycha do talku, piżma, które przypomina mi różany talk mojej mamy, który nosiła, gdy byłem dzieckiem. Tak, jest w nim bardzo subtelna różana nuta. Nieczęsto mówię to o zapachu, ponieważ lubię myśleć, że jestem otwarty w moich wyborach zapachowych, ale dla mnie jest to w 100% kobiecy. Jeśli facet chce go nosić, to tym bardziej, ale ja bym tego nie zrobiła. Piękna rzecz i naprawdę bardzo, bardzo mocna.
Drogi o drogi, zastanawiałem się, dlaczego wypróbowałem wszystkie perfumy tego domu z wyjątkiem Kid Mohair, musiałem przeczytać komentarze tutaj. Oczywiście zapomniałem, co powiedzieli, kiedy zamówiłem próbkę, ale to nie jest świetny zapach. Zrobił jednak jedną rzecz... przeniósł mnie z powrotem do złotej ery moich wczesnych nastolatków (kiedy naprawdę miałem włosy!) Od czasu do czasu zamiast żelu lub Brylcreem pożyczałem włosy mojej siostry Moose. Początkowa minuta Kid mohair (prawdopodobnie dlatego, że alkohol wciąż paruje) jest dokładnie tym zapachem, jest to rodzaj gorzkiego chemicznego piżma owiniętego gęstymi owocowymi aromatami chemicznymi. To rodzaj pierwotnej zupy dławiącego, lekko mrowiącego nozdrza soku. Kiedy się uspokaja, dostaję białą kwiatową krawędź piwonii, magnolii, może trochę róży, ale wciąż owiniętą w ten owocowy zapach szamponu, który na skórze prawie pachnie również trochę skórą głowy. Ilekroć to mówię, zdaję sobie sprawę z tego, jak przerażająco może to zabrzmieć, ale przypomina mi to uczucie całowania mojej dziewczyny w czubek głowy, więc jest to naprawdę słodkie. Po wyschnięciu staje się czystym, białym piżmem i pomimo fali wyzwisk, do których się przyczyniłem, nie potrafię znienawidzić moheru. Po pierwszej minucie nie pachnie źle jako taki, tylko jak mało inspirujące perfumy, pozbawione wyrafinowania i złożoności, które miłośnicy zapachów chcą czuć. Nie działa na mnie i po pewnym czasie może stać się nieco irytujący, nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek chciał tak pachnieć, więc ode mnie nie.
Piękne, stonowane otwarcie cytrusów i jagód jałowca, które szybko zanika, odsłaniając nutę pudrowego liścia fiołka. Nuty i przyprawy są tak delikatne, z nasionami kolendry i wetiwerem w starannie skomponowanym koncercie, który tworzy ten męski aromatyczny zapach. Przytłaczająca atmosfera, którą odczuwam z Jermyn Street, nie przypomina cytrusowego wetiweru ani nawet kwiatowego aromatu, bardziej przypomina Knise Ten. To, co ludzie określają jako skórę, i w pewnym sensie jest, to właśnie to, co odczuwam z tego zapachu, z tą różnicą, że zamiast kwiatu pomarańczy, jak w Creed Royal English Leather, zastąpiono to bardzo stonowanym fiołkiem. Jermyn Street jest niezwykle lekki w sensie zapachu typu woda kolońska i niestety nie utrzymuje się zbyt długo. Mimo to, jak w przypadku dobrze skomponowanych tradycyjnych ofert Penhaligon's i Floris, po prostu nie mogę znaleźć wad w większości tego, co robią.