recenzji
Mój zapach charakterystyczny
333 recenzje
Limonkowa efervescencja, kwaskowatość fermentacji mlekowej. Enzymy i kultura, serwatkowa ostrość, imbir i cukier, starter bakteryjny. Łodyga trawy cytrynowej zaparzona w soku z limonki Rose. Liście limonki makrutowej rozgniecione między palcami. Porzucona torba z rafii, sandały zdjęte. Cień parasola, zimny cytrusowy musujący napój, wolno wirujące wentylatory sufitowe. Strony powieści w miękkim papierze, wilgotne, kupione na lotnisku i szybko porzucone. Kącik kawowy, popołudnie w nigdzie. Elektryczna efervescentna amnezja. Przemijająca musująca zapomnienie, zabawa ZABAWA ZABAWA.
Róża, którą od razu się cieszę, to rzeczywiście rzadki twór, a ta przywołuje dziką delikatność wierszy Yosano Akiko. Nie wiem, co ta niezwykła poetka sądziłaby o tym zapachu, ale przywołuję jej ducha w tych wrażeniach.
Starożytny dym drzewny unosi się między rozproszoną mgłą. Poranny dzwon echo— czuję metal na języku, wiosenny ostry, niezbędny cięcie.
Zielony liść unoszący się w płytkiej kałuży świątyni odzwierciedla moją prawdziwą twarz. Modliszka macha swoimi cienkimi ramionami w szyderczej błogosławieństwie.
Palec ukłuty kolcami rysuje olejek różany, szkarłatne wiersze na miękkich od snu kończynach, gorzkie sutry nie mogą zmyć tej słodyczy z pamięci.
Zniszczony drewniany pomost, deski wybielone solą, gnijące morskie glony, przesuwająca się zasłona slate'owego nieba. Konkurs Miss Akranes, jasne flagi więdnące w morskiej bryzie i mgle, ociekająca sukienka i popękane gumowe buty. Lodowaty deszcz masła i soli, każda kropla to mała ostryga na języku. Sieci rybackie z perłowo-szarego jedwabiu splątane z wodorostami i pustymi perkusjami rybich kości; jodowy posmak gnijących wodorostów w kałużach pływowych, gdzie pułapki na homary rdzewieją, a szept muszli morskich bulgocze, szepcze, solone i wędzone. Zęby z morskiego szkła, korony z muszli krabów, berło z dryfującego drewna i kości wieloryba. Coś starożytnego porusza się pod portem, widowisko dla utopionych bogów. Co przypływ przynosi, burmistrz fotografuje do broszury. Co zabiera, nikt nie przyznaje się przed swoimi dziećmi. Velkomin til Akranes. Sjórinn heilsar þér svanglega.
Postać w kapturze obserwująca z cienia, ale cienia czego, i dlaczego w miejscu, gdzie cień nie powinien istnieć? Podstępna inwazja, myląca juxtapozycja, rzecz znaleziona w niewłaściwym miejscu. Poruszenie rzeczy, które lepiej pozostawić w spokoju. Żywiczny musk orchidei, dziki, balmy, gnijąca wilgotność ziemi. Mleczny mrok, jakby patrzeć przez oczy umarłych. Miodowe przyprawy częściowo zakopane, cynamon-kardamon, ekshumacja odroczona, ziemia jest niewłaściwa, terror w terroirze. Nieskończona i ohydna niewiadoma, cielesny efuzjon dziwności i osobliwości, reinterpretowany jako niezbyt zły zapach. Właściwie, całkiem uroczy.
Myrrh Shadow 403 pachnie jak sygnaturowy smak lodów Stróża Krypt, niewytłumaczalna kombinacja kwaśnych, medycznych proszków i żywicznej, łagodzącej słodyczy. Aptekarskie lody serwowane w zakurzonych salonach, gdzie delikatnie przyprawiony syrop cola był podawany przez szkieletowe ręce, gorzko-słodkie staroświeckie remedia wydawane, ironicznie, w zakurzonej grobie wyłożonej kruszejącymi marmurowymi półkami i butelkami leków pokrytymi pajęczynami, kamienne ściany nasycone balsamiczną fantasmagorią wiekowych kadzideł. W pewnym sensie przypomina szeptający dym i tajemnicze zasłony Annick Goutal Myrrh Ardente - z tą różnicą, że Myrrh Shadow 403 wyszedł z zamrażarki bardziej kremowy, słodszy, zimniejszy: mistyczne żywice drzewne zamienione w północne, upiorne lody.
Incense Rori przypomina budowanie ołtarza w świątyni snów - nie dlatego, że pachnie jak którakolwiek z tych rzeczy z osobna, ale tak, jak ktoś w śnie może być twoją matką, nawet jeśli wcale nie przypomina jej, złota balsamiczna drzewność przywołuje orzech włoski, morwę i różane drewno; kremowa, delikatna przyprawa sugeruje ubite miód z kwiatu pomarańczy, sandałowe attar z nagietkiem, atrament perfumowany goździkami, miodem i piżmem. Nałożony przed snem i wciąż szepczący następnego popołudnia, staje się nocnym rytuałem inkubacji snów, na tyle cenny, by uzasadnić swoją cenę nie tylko na specjalne okazje, ale dlatego, że sen sam w sobie jest specjalną okazją, potężnym panteonem snów zasługującym na własne święte przygotowania.
Czy coś niewypowiedzianego może być również idealnym platonem? Kwiaty cienkie jak papier zawieszone w bladych wieczornych światłach; sny pszczół o nieskończonym krążeniu wokół niewidzialnych źródeł nektaru, rozwijająca się zieleń wczesnej wiosny dotknięta najdelikatniejszym oddechem miodu, płatki tak delikatne i dokładnie takie, jak powinien pachnieć lipa, że można tylko wskazać i powiedzieć "tam, to." To wszystko, czym powinno być, i tylko to.
Armani Privé Bois d'Encens: Pieprzny zlepek kamieni, gdzie kiedyś paliło się kadzidło lub może jeszcze się pali, korzenie wetiweru pijące ducha niepalonego dymu, deski cedrowe zniszczone przez ceremonie, które nie pozostawiły popiołu, krzemień gotowy, podpałka ułożona, przestrzeń między intencją a płomieniem, gdzie ostatni gorzki oddech jesieni spotyka sterylną obietnicę zimy, surowe echa skrzypiące w wysokich przestrzeniach, które nie znają ani ciepła, ani chłodu, zakurzona światłość filtrowana przez puste okna, świeża w sposób, w jaki poranny powietrze smakuje ostro i kwaśnie, zanim słońce złagodzi swoje krawędzie, potencjał kadzidła unoszący się jak modlitwa nigdy nie wypowiedziana na głos.
Choć na pierwszy rzut oka może to nie być od razu oczywiste, to jednak fotografia Todda Hido przychodzi mi na myśl, gdy czuję ten zapach - atmosfera zwykłych przestrzeni, które zrzucają swoje dzienne przeznaczenie, aby stać się miejscami progu, pauza w czasie między byciem a niebytem, rzecz ani w pełni obecna, ani nieobecna.
Figa pojawiająca się jako szybki szkic ołówkiem, półwymazana; unoszące się chmury waniliowych kwiatów rozpuszczające się w majowych wietrzykach; miękkie muśki prania w bawełnianych koszulkach noszonych na przetarcie od setki delikatnych cykli; duch zeszłorocznego jaśminu splątujący się w kratownicy snów; cyjanowe polaroidy z basenu, filtrowane przez chlor i wyblakłe.
Anemiczna róża otrzymująca transfuzję z kanapy omdlewającej.