recenzji
Mój zapach charakterystyczny
333 recenzje
Tell Me About The Forest (You Once Called Home) to jodła, świerk i jałowiec, które od razu przypadły mi do gustu. Mam ogromny sentyment do bajkowych leśnych zapachów, ale tak wiele z nich jest lepkich, jak bajkowy leśny syrop, do którego odmierza się łyżkę barową, aby uzyskać coś w rodzaju koktajlu Jasia i Małgosi. Ten zapach nie jest tak zdradliwy; jest... bardziej suchy? Może trochę gorzki. Mam wrażenie, że to trochę pustelnik-asceta z ostrym dowcipem i zamiłowaniem do ironii. Przypomina mi gęste, zaciemnione zarośla w sztuce Tin Can Forest o północy.
Dirty Amber to hymn królowej wojowniczek, warczenie bergamotki i jałowca, zęby obnażone przed świtem. Geranium, dzikie i posiniaczone, przylega do popękanej skórzanej zbroi, kadzidło, tlący się ołtarz dla zapomnianych bogów, wisi ciężko, cierpkie ugryzienie kory kasji jest szeptaną klątwą na jej wrogów. Miodowa syrenia pieśń Tonki o skradzionych przyjemnościach jest zamaskowana gorzką, wirującą mgłą labdanum i mirry. Cyprys i paczula, piżmo nieokiełznanych lasów, wiążą ją z ziemią, korzeniami sięgającymi głęboko w zapomniane kości imperiów. A potem wybucha serce burzy: skamieniały bursztyn, gardłowy ryk, plaga spalonego światła gwiazd uwięziona w złotym bogactwie spieczonych słońcem łez. Zapach rodu przesiąkniętego ogniem, wojenny krzyk odbijający się echem przez wieki, poległych potworów i zdobytych królestw. Dirty Amber to zapach bohaterki Frazetty, oczy płonące dzikim światłem tysiąca księżyców, ostrze w gardle przeznaczenia. To piękno, które krwawi, plami skórę, odciska piętno na kościach i zapisuje swoją historię w powietrzu, którym oddychasz.
Nie wszystkie obserwatoria zbudowane są ze stali i szkła. Niektóre są wyrzeźbione ze starożytnego drewna i mądrości, gdzie mechaniczne planety śledzą swoje ścieżki przez wieczny zmierzch pustynnych tajemnic. Tutaj, w rozrzedzonym górskim powietrzu, wzniesienie wyostrza zmysły: najpierw jasny kęs wysokości, potem sposób, w jaki przyprawy chwytają się za gardło jak odległe światło. Czas rozpływa się w ciemności. To, co zaczyna się jako kalkulacja - precyzyjna geometria delikatnego zapłonu pieprzu i surowych przekładni z drewna cedrowego - mięknie w coś cieplejszego, głębszego. Każdy niebiański model kieruje się do wewnątrz, odnajdując swoją prawdziwą północ w gorzkim kakao i wypalonym bursztynie. Mosiężne orbity krążą nad głowami pod kątem wieczności, podczas gdy kadzielnice wytyczają własne ścieżki poniżej, wciągając kosmiczny pył i kadzidło w nurt starej magii. W dymie i przyprawach tych cienistych układów, maszyneria nocy obraca się zawsze do wewnątrz.
Dzięki Relique d'Amour Orizy Legrand doświadczyłem jednego z moich ulubionych aspektów bycia pisarzem: napotykania nieoczekiwanych połączeń i zaskakujących synchronizacji w odniesieniu do rzeczy, którą próbuję napisać. Jeśli, powiedzmy, przygotowuję recenzję książki i zdarzy mi się obejrzeć film o podobnej tematyce. Albo jeśli składam esej w całość i słyszę nową piosenkę, która odbija się echem w moim wewnętrznym monologu. Jako osoba, dla której przekładanie pomysłów na słowa jest tak istotnym aspektem mojej tożsamości, te skrawki magii z wszechświata są dla mnie tak wyjątkowe. W każdym razie odkopałem próbkę Relique d'Amour Orizy Legrand zza półki z książkami i podczas rozważania jej tajemnic natknąłem się na artykuł redakcyjny Vogue Hong Kong z marca 2022 roku z pięknym klimatem Joanny d'Arc, a te zdjęcia są idealnym wizualnym odzwierciedleniem tego zapachu. Relique d'Amour to wzniosłe, prześwitujące kadzidło, cząsteczki duchów cytrynowo-drzewnej mirry, zachowane w relikwiarzu z gorzkiego, kruchego kwarcu. Bladobiała lilia niemożliwie wynurza się z krystalicznej głębi, a jej delikatna, zroszona przyprawa niesamowicie kontrastuje z ziemistym, dębowym mchem, który wyściela jej podstawę. To zapach przywołujący wizje boskości, niewysłowionego ukojenia wiary i świadomości, że nie musisz się bać. Jesteś do tego stworzony.
Rue St Honore od Ouai daje mi prawdziwie idylliczny wiosenny, owinięty glicynią cottagecore Crabtree & Evelyn Gunne Sax tradwife YouTube influencer wykorzystywany przez ich męża, faszyzującego podcastera z alt-right, ze względu na ich postrzeganą domowość, kobiecość i czystość. Czy to pole fiołków, stokrotek i piknikowych marzeń w gingham, czy też eskapistyczna pułapka nostalgii uzbrojona przez neonazistów? Może za dużo o tym myślę, ale jest coś w tym uroczym kwiatowo-ogrodowym zapachu, co wydaje mi się szalenie złe i głęboko niewygodne i sprawia, że rozpaczliwie swędzi mnie chęć zorganizowania dla kogoś interwencji.
Vanilla Vibes, miałeś jedno zadanie. Jak na zapach z wanilią w nazwie, szokująco brakuje jej w wykonaniu. Zamiast tego jest to nijaki zapach wodny, z kwaśnym, słonym aspektem morskim i najdelikatniejszym szeptem piaszczystego piżma. Nie lubię używać słowa "nudny", ponieważ jest to bardziej ocena niż opis, ale myślę, że w tym przypadku jest to całkowicie uzasadnione. Gdyby to była osoba, nie miałaby nawet twarzy. W rzeczywistości jest to ta sama osoba bez twarzy w 50-letnim kostiumie syreny w Weeki Watchee, ledwo zanurzona pod wodą i wykonująca okropną robotę zabawiania dzieci, a oni sami są tak znudzeni, że piszą SMS-y na swoich telefonach zamiast pływać, a jeśli przyjrzysz się uważnie, możesz zobaczyć ich palce u nóg wystające przez jedną z płetw. I wiesz co jeszcze? Nie pachną jak wanilia w
Kilka pierwszych razy, kiedy próbowałem Süleyman Le Magnifique od Fort & Manle, nie mogłem tego rozgryźć, ale z jakiegoś powodu dzisiaj jest inaczej. To beznamiętne, chłodne, drzewno-kwiatowe kadzidło. Ozdobna, wielowiekowa skrzynia z wypolerowanymi zdobieniami z kutego żelaza, niegdyś pełna rzadkich gatunków drewna, cennych kwiatów i świętych żywic, która z biegiem lat powoli się opróżniała. Jest to naczynie, które teraz przechowuje tylko najdelikatniejsze perfumowane wspomnienie swoich dawnych bogactw, obok gorzkiego, waniliowego zapachu samego starego pojemnika i cienkiego skrawka pergaminu, fragmentu wiersza; nie o młodzieńczych szalonych sercach i gorączkowej miłości, ale trzeźwej obserwacji od kogoś, kto był w okolicy i widział kilka rzeczy - i ma coś do powiedzenia na ten temat. Być może w duchu tych wersów z Tablic Safony:
Śmierć jest złem. Tak muszą myśleć bogowie. Albo na pewno by umarli.
Süleyman Le Magnifique to zapach zebranej mądrości i doświadczeń - i utraty części siebie w procesie zbierania. Niektóre z tych utraconych części to nadzieja. Ale wiele z nich to strach. A jeśli chcesz dać bogom kawałek swojego umysłu, są to perfumy, po które powinieneś sięgnąć, zanim bez strachu wyrzucisz swoje żale.
Nie mam odwagi czytać innych recenzji Chanel no. 19, ponieważ jestem prawie pewien, że wszystko, co można o nim powiedzieć lub napisać, zostało już dogłębnie zbadane. Jest to przedsięwzięcie zarówno frustrujące, jak i onieśmielające. Ale potem muszę sobie przypomnieć, że nie muszę być ekspertem, guru, nie muszę mieć wykształcenia akademickiego ani lat nauki, aby dzielić się swoimi przemyśleniami na temat czegoś tak głęboko subiektywnego jak zapach. Nie musisz wiedzieć o czymś wszystkiego, by to pokochać. Nie zagłębiam się w historię zapachu, domu czy nosa, nie dekonstruuję nut i składników; absolutnie mnie to nie interesuje i szczerze mówiąc, można to znaleźć gdzie indziej. Staram się tylko powiedzieć, jak według mnie coś pachnie. Więc. Powiem, że uwielbiam ten zapach. Intensywnie ostry, wytrawny i zielony, z ziemistą, korzenną pudrowością irysa, cierpką zielonością galbanum i skórzastą trawiasto-drzewną wetywerią oraz tym kwaśnym metalicznym posmakiem i gorzkim musowaniem, które zawsze przypisuję starej biżuterii; nie jestem pewien, skąd to się bierze, ale wydaje się być znakiem rozpoznawczym tych klasycznych zapachów. I podważa tę wyrafinowaną elegancję punkowym funkiem, który podnosi ją do czegoś, co wydaje się ponadczasowe, a nie nieco sztywne. Cudem tego zapachu jest jego mroczna świetlistość, to, że jest jednocześnie surowy i boleśnie delikatny. Sprawia, że czuję głęboką nostalgię i melancholijną tęsknotę za czymś, czego nigdy nie było, za przeszłością, której nigdy nie przeżyłem.
Safanad od Parfums de Marly. O mój Boże. Nigdy, przenigdy wcześniej żaden zapach nie wywołał u mnie tak natychmiastowej reakcji "o rany, tak właśnie wyobrażam sobie, że pachnie ten-ten!". Safanad to bogaty, aksamitny bursztyn, emitujący bogactwo wzmocnione urzekającymi kwiatami pomarańczy i mocnym piżmem jaśminu, które zawsze wydaje mi się zarówno elegancko miłosne, jak i oferuje zwierzęcy erotyzm. Jest to zapach, który początkowo wydaje się dokuczliwie nachalny i niemal skandalicznie asertywny, ale im lepiej go poznajesz, tym bardziej doceniasz jego wystawną bujność i entuzjazm. I oczywiście wyobrażam sobie nikogo innego, jak ulubioną przez wszystkich ekstrawagancką i błyszczącą kosmiczną ciotkę, Lwaxanę Troi: córkę Piątego Domu, posiadaczkę Świętego Kielicha Rixx i spadkobierczynię Świętych Pierścieni Betazed. I podobnie jak ta postać, Safanad początkowo wydaje się zbyt wiele, niemal dusząc się w swoim szalonym blasku, ale pod jej wspaniałością kryje się głęboko tkana nić melancholii, na pewien czas przesłonięta przez bardziej hipnotyzującą fasadę kwiatu pomarańczy, ale w rzeczywistości maskuje kilka naprawdę ponurych, smutnych aspektów. Zarówno Safanad, jak i nasza ukochana betazoidalna międzygalaktyczna trenerka życia Lwaxana są złożone, przekonujące i na wskroś piękne
Basilica od Milano Fragranze to upiorny zapach, który flirtuje z jedzeniem, ale nigdy się tam nie pojawia. To upiorne ziemiste piżmo (ale myśl raczej o cmentarzach niż ogrodach), kremowy cedr i mleczne lasy waniliowe oraz tajemnicze żywice bursztynowo-mirrowe, zarówno ciepłe, jak i chłodne, otulające i odległe. To tak, jakby zrzędliwy mnich-duch z rozpadającego się, nawiedzonego klasztoru opuścił wielowiekowe ruiny i złożył wizytę na słodko tętniącej życiem lokalnej wyprzedaży wypieków