recenzji
Mój zapach charakterystyczny
333 recenzje
Nie sądzę, żebym wiedział, jak mówić o Fantosmia od Jorum Studio, więc zamiast tego po prostu przepuszczę ich listę notatek przez mojego wewnętrznego tłumacza i przemówię do was w moim języku. Jest to zapach skórzanej zbroi zamienionej w garnek do duszenia, w którym mieszasz lepki sok zranionego drzewa, kwaśne skrawki wewnętrznej skórki dyni, kilka ostatnich okruchów transylwańskiego chleba miodowego pobłogosławionego przez święte siostry i wysadzanego nasączonymi duchem suszonymi śliwkami oraz niewielką garść stęchłych nasion i pieprznych ziół. Wymieszaj na kamieniach, które nie widziały światła słonecznego od stu lat i uwięź upiorny dym z ogniska w szklanej fiolce do celów wróżbiarskich po kolacji. Ten zapach to tajemniczy przepis napisany w zapomnianym języku; prawie potrafię rozszyfrować symbole, ale ostatecznie pozostaje tajemnicą, zagadką, której nie mogę rozwiązać. Mogę go podziwiać, ale nie mogę nazwać własnym.
Choć zaintrygował mnie pomysł zapachu inspirowanego legendą o feniksie, ten zapach jest mniej samotnym mitycznym ognistym ptakiem, a bardziej gromadą wrednych dziewcząt chichoczących z chorego poparzenia. Jest to rodzaj bursztynowej malinowo-dymnej róży, której już i tak nie lubię, ponieważ nie przepadam za owocowymi kwiatami, ale jest w niej coś, co jest szczególnie zadufane i cierpkie. Ma strukturę zapachu, który aspiruje do aury mocy i powabu, ale wypada płasko, jest po prostu krzykliwą, sacharynową okleiną w kształcie pustki, w której powinna znajdować się osobowość. I jasne, możesz mi powiedzieć, że potrzebuję terapii z powodu traumy z liceum, ale przysięgam, że nawet nie myślę o tych rzeczach, dopóki szczególnie okropne perfumy nie pojawią się na moim radarze. To jedne z tych perfum.
Primal Yell ma elementy gorącego żelaza, wiśni i gorzkich migdałów oprócz paczuli, wetiweru i kilku innych nut, i jest to zdecydowanie bardziej nastrojowy i ponury z debiutanckiego duetu Amphory. Zdecydowanie wyczuwam czerwone owoce, ale są one otulone czarnym aksamitem i futrem, zamknięte w starożytnej żelaznej trumnie. W rzeczywistości jest to bardzo krwawy popsicle dzielony między dwoma bardzo starymi, bardzo szykownymi i zmęczonymi, zbyt fajnymi dla szkoły miłośnikami wampirów.
Z nutami mrożonego jabłka, suszonych płatków róży, kandyzowanych fiołków, ptasiego mleczka, kaszmiru i białego piżma, Sublimate to dyskotekowa piñata Pixy Stix rozpuszczająca się w kadzi z ciekłym azotem, eksplodująca w supernową kandyzowanych kampowych Barbarellas. To techniczna kakofonia hiper-owocowego absurdu, celebrująca słodycz, która pozostawia duszę zalaną brokatem i sprawia, że kwestionujesz samą strukturę rzeczywistości, i naprawdę uważam, że jest to przedostatni przepis na euforię.
Coriandre ma mglistą, miękką jakość starego polaroidu pozostawionego zbyt długo na słońcu. Ciepły, trawiasty letni dzień przywołany przez pożółkłą zasłonę pamięci. Jest w nim krucha, gorzka senność, jak zakurzone skrzydła motyla przypięte do łóżka miękkiego, kędzierzawego mchu. Jest suchy, drzewny i piżmowy i myślę, że pachnie trochę jak uroczy mały sekret, którym możesz nigdy nie być gotowy się podzielić - taki, który przyspiesza twoje serce i ogrzewa twoją skórę tylko dlatego, że go trzymasz.
Wyobraź sobie najsilniejszy salon fryzjerski, jaki kiedykolwiek odwiedziłeś, i podnieś stawkę dzięki najbardziej paczulowemu wróżbicie, jakiego kiedykolwiek spotkałeś. Wyobraź sobie, że ten zapach odstrasza wszystkich Twoich przyjaciół i bliskich. Nic nie szkodzi, pachniesz cudownie.
Czarne nocne lasy zamrożone w czasie; smoliste, żywiczne sosny i najbardziej zielone jodły oraz rześkie powietrze o północy, najmniejsze punkciki światła gwiazd. Dym drzewny i glina, porosty i paprocie oraz stęchłe mchy pełzające po zwalonych kłodach i wytartych kamiennych ścieżkach. Pajęczyny plączące się wysoko na gałęziach, kurz osiadający na nitkach. Czas zwolnił i w końcu stanął w miejscu w tym lesie, podczas gdy świat na zewnątrz posuwa się naprzód, ewoluuje i porusza się zgodnie ze swoim zwyczajem, niezależnie od tego, czy ktoś się wtrąca, czy nie. Jest to nieruchomy, uroczysty, zapomniany las, bez narodzin i wzrostu, a jednak nieśmiertelny
Po prostu Bánh mì. Rozpryskuje się na obiecującym, ale niejasno cierpkim orientalnym, ale w ciągu kilku sekund są to różne składniki wietnamskiej kanapki. Kolendra, daikon, boczek wieprzowy, chili, marynowane warzywa, aż po drożdżowy posmak chrupiącej bagietki. Coś musi być ze mną nie tak; nikt przy zdrowych zmysłach nie stworzyłby zapachu, który pachnie w ten sposób. Jednak czasami ma się ochotę na kanapkę, a ta jest z pewnością złożona i pyszna.
Safran Troublant marki L'Artisan Parfumeur to cudownie regenerujący, rozgrzewający i otwierający serce zapach. Jest w nim pocieszająca słodycz, choć wcale nie słodka, syropowa czy mdląca. Rytuał przed snem rozpoczynający się od kremowych łyżek budyniu z drzewa sandałowego i kremu z ziaren wanilii, letniej kąpieli nasyconej miksturą mlecznego piżma i delikatnej różowej wody różanej oraz cudownie uziemiającego, magicznie otulającego uścisku. Zaśniesz najspokojniejszym i najgłębszym snem i odwiedzą Cię najpiękniejsze sny.
Jest coś w Craft od Andrei Maack, co sprawia wrażenie eleganckiego i refleksyjnego, jak strzeliste chromowane iglice retrofuturystycznej megastruktury sci-fi i jej zmechanizowani cybernetyczni mieszkańcy. To chłodny, bezkrwawy zapach, jak kwiaty szronu na szkle i zimowy, schłodzony metal. Nie czytałem opisu przed zapisaniem tych przemyśleń i teraz jestem jednocześnie zadowolony i wkurzony, ponieważ wychwyciłem klimat tych perfum do tego stopnia, że prawie zacytowałem kopię strony internetowej o plecakach odrzutowych i robotach. To jeden z tych przypadków, kiedy wydaje się, że koncepcja i wykonanie pokrywają się w niemal nadnaturalnie doskonały sposób... jakby władcy androidów wszczepili te pomysły bezpośrednio do mojego mózgu!