recenzji
Mój zapach charakterystyczny
333 recenzje
Ambre Noir od Sonoma Scent Studio to gęsty, intensywny i najciemniejszy bursztyn, jaki kiedykolwiek można było spotkać. Zarówno ponury, jak i tlący się, z nutami labdanum, róży, kadzidła, mchu, skóry i drewna, to poczerniałe leśne igraszki przy ognisku, gdy zasłona między światami jest najcieńsza. Zobacz także: końcowe momenty w filmie The VVitch. Jeśli lubisz skandalicznie mroczne, czarująco zadymione bursztynowe zapachy, wierzę, że ten przypadnie Ci do gustu.
Otrzymałam tak wiele próbek Nirvana Black w moich zamówieniach Sephora w 2014 roku, ale nigdy nie poświęciłam czasu, aby je wypróbować. Byłam przekonana, że nie będzie zbyt dobry. Od tego czasu nabyłam mini flakonik, który nie jest zbyt dużą inwestycją na wypadek, gdybym go znienawidziła. Gwoli ścisłości, nienawidzę niezgrabnych, brzydkich butelek, niezależnie od ich wielkości. Zaczyna się jako Vanilla Fields od Coty, które pamiętam z moich lat 20-tych jako dość tanie, ale nieoczekiwanie urocze, zakurzone, piżmowe waniliowe drzewo sandałowe. Jeśli odczekam minutę lub dwie, staje się prostym połączeniem ciepłej whisky i głębokiego drewna. Nie jestem jednak pewien co/jakie drewno? Może drewniane pudełko, w którym przechowywano whisky? Nie jest to skomplikowany zapach, ale z drugiej strony uważam, że wymienione są tylko 3 nuty, a czasami więcej nie zawsze oznacza lepiej.
Kiedy byłam mała, moja mama nie prowadziła samochodu, więc babcia woziła nas ze sobą na zakupy i zabierała tam, gdzie trzeba. W jej torebce znajdował się bezdenny zapas lizaków Dum Dum, a jeśli byliśmy grzeczni, dostawaliśmy jednego jako nagrodę. Kiedy miałam 4 lata, było to dla mnie ogromnym przeżyciem, ale kiedy skończyłam 5 lat, jakiś arbitralny przełącznik się przestawił i nagle uznałam je za całkowicie obrzydliwe. Nie, dzięki, babciu! Wyobraź sobie, że wytrząsasz lepkie odłamki ponczu owocowego, wiśni i cukierków o smaku maślanym ze swojej najlepszej torebki Belk's Church i... to jest w zasadzie Fancy. To jest pył Dum Dum. Interpretuj to jak chcesz. Możesz powiedzieć, cóż, Sarah, to nie jest stworzone dla ciebie. Ok, rozumiem to. Ale powiedz mi... dla kogo to jest stworzone? I czy trzymają swoje zabawkowe szminki na gorącej różowej plastikowej próżności i gotują w piekarniku EZ bake?
Kupiłem Hwyl pod wpływem impulsu, tylko dlatego, że ktoś umieścił go na liście zapachów, które pachną jak kemping - zauważając, że ten w szczególności pachnie tak, jak wyobrażają sobie dom Totoro. Czy chciałem pachnieć jak leśna siedziba zjadającego żołędzie nadprzyrodzonego japońskiego leśnego stworzenia? Czy trzeba pytać? Początkowo, myślę, że ze względu na cyprys i nuty drzewne, które mają ze sobą wspólnego, myślałem, że Hwyl pachnie bardzo podobnie do Comme des Garcons Kyoto i że być może nie potrzebuję obu. Ale tam, gdzie Kyoto jest medytacyjną modlitwą w chłodnej leśnej świątyni, Hwyl jest bardziej ziemisty, zielony i cieplejszy. Usiana grzybami, oświetlona liśćmi ścieżka prowadząca do świątyni, słońce przebijające się przez baldachim lasu, cyprysy, żywe dęby i bambusy kołyszące się na popołudniowej bryzie i szeleszczące niewidocznymi ruchami szopów i lisów, a może także małych leśnych duchów. Czy podąża za tobą Totoro? A może czeka na ciebie cierpliwie w świątyni? Może potrzebujemy obu zapachów, żeby się tego dowiedzieć.
Prada Amber to zapach, który przypomina mi Dior Addict, i to nie dlatego, że naprawdę pachną podobnie, ale oba są drzewnymi, słodkimi, żywicznymi zapachami, które zajmują dużo miejsca. Są obszerne, otulają Cię cudownie senną chmurą zapachu ... ale jest to również falujący kłąb zapachu, który można wąchać w kilku pokojach po drugiej stronie domu lub po drugiej stronie globu, a może nawet na Księżycu. Myślę, że trzeba się z tym pogodzić, by pokochać te perfumy. Prada Amber to piękny miodowy, balsamiczny bursztyn i aksamitna paczula z dysonansową ziołową goryczką, być może pochodzącą z estragonu lub bergamotki, która dodaje ciekawości i intrygi, utrzymując ją na granicy mdłości, zachowując jednocześnie tę przesadną moc.
Z nutami nocnych żywic, tlącego się kadzidła i chłodnego, pełzającego o północy mchu, Cathedral od DSH wyczarowuje wizje samotnej latarni zapalonej w oknie samotnej wieży, z której wybiega potykająca się postać w długiej, powłóczystej koszuli nocnej. Przed czym ucieka ta biedna, skazana na zagładę istota, boso przez mgliste wrzosowiska w bezksiężycową noc? Duchy, zjawy i dziwne, złowrogie duchy? Mroczny, burzliwy romans pełen gorzkich zdrad? Przerażające rodzinne klątwy i sny, iluzje, obsesje, morderstwa. To znaczy... przed czym ona nie ucieka, prawda? To nie te perfumy. Ze zrezygnowanym westchnieniem odwraca się i rusza w drogę powrotną. Cokolwiek jeszcze dzieje się w tym nikczemnym zamku, nie może zostawić za sobą tego nawiedzającego i całkiem możliwe, że nawiedzonego zapachu. To gotycki romans we flakonie.
Nie sądzę, aby sekret tego szczerego gnoma był szczególnie zapalający, ale przedstawia on pewne specyficzne obrazy. Wyrywając się z prac ogrodowych, by zakraść się na leśną imprezę, o której słyszał plotki, i spodziewając się bogatego balu, myje za swoimi gliniastymi, zabrudzonymi ziemią uszami i spryskuje swoje małe kończyny delikatną ziołową wodą kolońską z nutami liści fiołka i dziwnych cytrusów. To, co zastał po przybyciu na miejsce, to wróżkowy rave; odurzone wróżki i duszki flirtujące i igraszki na mchu pieprzowym, pod kulami dyskotekowymi odbijającymi się w brzozach i cedrach... i upokorzona twarz małego gnoma, który nie wie, jak tańczyć.
Koncepcja tego zapachu polega na tym, że spacerujesz wzdłuż plaży, a gdy nadchodzi przypływ, niebo ciemnieje i zaczynają spadać pierwsze krople deszczu, schronisz się w pobliskiej lodziarni. Ja poszedłbym o krok dalej; to nadmorska lodziarnia w Innsmouth, a ty jesteś na randce z jej rybimi mieszkańcami. Nie oznacza to, że Sea of Gray jest zapachem rybnym, ale przy pierwszej aplikacji wyczuwalna jest więcej niż odrobina mętnej tandety i, jeśli tylko na chwilę, zostajesz porwany przez zapachy piasku, trawy turzycowej i karłowatych krzewów, które ustępują miejsca rozpadającym się domom i ich odstraszającym mieszkańcom oraz uczuciu ogólnego niepokoju i rozkładu. Uczucie to mija, gdy tylko przekraczasz próg chłodnego, jasnego wnętrza lokalu z mrożonymi deserami; wesołe brzęczenie małych metalowych łyżeczek delikatnie skrobiących fasetowane szklanki z lodami i delikatny, waniliowy aromat zimnych, kremowych słodyczy uspokaja cię, gdy widzisz słońce ponownie wyglądające zza chmur, a wszystko, co pozostało po twoim pędzlu z mrocznymi nadmorskimi tajemnicami tego zacienionego miasta portowego, to słona mgiełka na twojej skórze. Nigdzie nie widać twojego rybiego kochanka.
Delikatne piżma i zwiewna wanilia, pudry i balsamy; to na początku zapach rozgrzanej skóry po perfumowanej kąpieli. Wilgoć z wanny, delikatnie wytarta ręcznikiem, następnie delikatnie masowana pachnącymi olejkami, a na koniec owinięta w jedwabną szatę pachnącą żywicami i kadzidłami, które były przechowywane w pobliżu. Delikatny, pikantny składnik goździkowy wraz z dziwnie niemożliwą do zidentyfikowania trawiasto-drzewną suszoną nutą kwiatową dopełniają ten przytulny zapach, który jest definicją wieczoru troski o siebie.
Wyobraź sobie najwspanialszy, najbardziej wypolerowany dom, do którego kiedykolwiek zostałeś zaproszony, przypomnij sobie podziw, jaki czułeś, przemierzając jego korytarze i nielegalną rozkosz, jaką czułeś, zaglądając w każde drzwi i komodę, a to może dać ci wgląd w urok Loggii. Przywołaj wspomnienie tych bogatych drewnianych drzwi z ich precyzyjnymi filigranowymi detalami; kremowo-biała europejska pościel na stołach, których konstrukcja może być starsza niż kraj, w którym obecnie mieszkasz; ogromny, ryczący kominek, w którym egzotyczne drewno trzaska i wesoło płonie; srebrzysta, jasna kuchnia, z której unoszą się najbardziej nastrojowe aromaty, wywołując wizje przysmaków i słodyczy, których ty, biedaku, nigdy wcześniej nie doświadczyłeś. Elegancki szklany snifter z obfitym nalewem głębokiego bursztynowego płynu mieni się w świetle ognia. (Jesteś za młody, żeby to pić, ale jesteś pewien, że smakuje miodem koniczynowym, słodką herbatą i wafelkami waniliowymi, i sprawi, że poczujesz się oszołomiony, chichoczący, ważny i może trochę smutny). Czy kiedykolwiek byłeś w takim miejscu? A ja? A może tylko czytałam o nim w książkach lub śniłam?