recenzji
Zapach dnia
61 recenzji
Otwarcie jest słone, mineralne i wodorostowe. To nie jest spokojny zapach tropikalnej plaży gdzieś, to miejsce bardziej odsłonięte, na północnym wybrzeżu, z kamieniami pokrytymi żwirem pod stopami, a z gorzkim wiatrem huczącym wokół ciebie, morze niebiesko-czarne i wzburzone.
Ten słony, nieco roślinny posmak nigdy całkowicie nie znika przez cały czas trwania zapachu. Staje się jednak ciemniejszy, zdecydowanie ciężka drzewność, ale to gnijący dryfujący kawałek drewna, przesiąknięty oceanem i wyrzucony w nadmorskiej zatoce gdzieś, wciąż zimny i mokry, a zapach morza przenika jego strukturę. Jest też bardzo piżmowy, efekt połączenia sztucznego oudu i ambry, jak sądzę.
Ożywiony po raz trzeci, to jak ta wyraźnie polaryzująca kreacja znalazła się w Kolekcji Sygnowanej Tom Forda, musi być związane z tym, że ci, którzy ją kochają, NAPRAWDĘ ją kochają, a firma przewiduje, że ta grupa będzie napędzać sprzedaż w przewidywalnej przyszłości. Choć, szczerze mówiąc, nie byłbym wcale zaskoczony, gdyby znów wypadła na boczny tor.
Co byłoby prawdziwą szkodą: to mój ulubiony zapach z obecnej linii Tom Forda, o kilka lat świetlnych, i przypomnienie, że dom ten kiedyś podejmował naprawdę odważne ryzyko przy swoich wydaniach. Ciesz się nim, póki możesz.
Prawie archetypiczny cedr CDG, zmieszany z sosną, kadzidłem i paczulą. Obowiązkowy styl domu, z jego nietypowymi nutami, również wchodzi w grę, w postaci szarego, metalicznego posmaku oraz czegoś, co przypomina mi prawie suchą farbę na wysoki połysk.
Jeśli znasz ofertę CDG, nie ma tu wielu niespodzianek. Jest dość liniowy, oczywiście zaprojektowany z myślą o dość mainstreamowej publiczności, ale przez to nie jest gorszy. Poza nietypowo mocnym otwarciem, ma lekkość i zwiewność, które kojarzysz z tą marką, i chociaż nie zrewolucjonizuje twojego świata, to wciąż jest to atrakcyjny, lekko krzywy zapach. Odpowiedni na większość okazji, z wyjątkiem szczytu lata.
Im więcej próbuję zapachów ELDO, tym bardziej uświadamiam sobie, że chociaż marka kreuje wizerunek producenta odważnych i nowatorskich kompozycji, ich zapachy są w rzeczywistości dość konwencjonalne, ale z delikatnym twistem (muszę przyznać, że nie próbowałem jeszcze notorious Secretions Magnifique).
Ten wizerunek zdaje się również wpływać na recenzje ich perfum. Przykład: Archives 69. Jest tak wiele osób, które klasyfikują ten zapach jako nie do noszenia, podczas gdy ja go wącham i myślę, że jest naprawdę ładny. A potem myślę, czy po prostu mam tolerancję na naprawdę dziwne rzeczy?
Cóż. Na początku jest to pieprzny kamfora, a następnie osiada na kadzidlano-kwiatowym rdzeniu, który czasami dziwnie pachnie jak róża, chociaż w nutach wymieniona jest jako orchidea waniliowa. Nie mam pojęcia, jak pachnie ten konkretny kwiat, ale podobno pachnie jak róża. Są też słodkie owocowe nuty, z wyraźnie wyczuwalną śliwką, a także dziwnym powiewem pomarańczy. Na koniec pojawia się zwierzęcy, piżmowy paczuli, który wszystko uziemia i zapobiega, by był to rozproszony, niepowiązany miks zapachów. Na końcu osiada na łagodnym, pudrowym kadzidle.
Bardzo mi się to podoba i to moja ulubiona kreacja ELDO na bardzo długi czas. Nadal nie wydaje mi się szczególnie eksperymentalna, a to może częściowo dlatego, że jest doskonale zbalansowana. Szacunek dla Christine Nagel za to, że udało jej się to osiągnąć. Możliwe, że zakup pełnej butelki jest na horyzoncie, gdy tylko skończę moją małą próbkę.
Tania alternatywa dla Wood Sage and Sea Salt, ostrzejsza w tonie i z większą treścią. To czysty i minimalistyczny wetiwer, gorzki i trochę ziołowy, z solnym morskim powiewem oryginału.
Relatywnie krótko utrzymujący się (podobnie jak oryginał). Nie, nie jest tak subtelny, a ostrość grozi wywołaniem bólu głowy, przypominając mi o składniku, który znajduje się w niektórych kreacjach Issey Miyake, który wywołuje tę samą reakcję. Mimo to jest bardzo przyjemny i idealnie nadaje się na cieplejsze letnie miesiące.
Tak bardzo chciałem to pokochać. Zapachy morskie to moja pozytywna słabość, o ile nie wkraczają w przerażającą niebieską strefę, a scena, którą ma wywołać (spacer wzdłuż plaży w zimny, wietrzny dzień, fale ciemne i wzburzone) wydawała się idealna dla mnie.
I rzeczywiście w pewnym stopniu wywołuje tę scenę: ma ozonową jakość, powiew świeżości, a następnie przechodzi w słoną drewnianą bazę, która w jakiś sposób łączy się z czymś, co przypomina mi wosk świecowy. Pachnie bardzo przyjemnie: i to jest problem, mianowicie nigdy nie wychodzi poza sferę przyjemności. Chciałem być zachwycony, przeniesiony, stanąć twarzą w twarz z morzem w całej jego furii i chwale, ale jest zbyt łagodne na to, zbyt mdłe, a potem znika tak szybko, że nawet te początkowe skojarzenia znikają, a to, co pozostaje, to przyjemne połączenie wetiweru i drewna, które nie jest dalekie od wielu innych zapachów dostępnych na rynku.
Specjalna oferta z kosza okazji w TX Maxx. Cytrusowy cedr i skóra z przyjemnym, lekko gorzkim tłem sosnowym przekształcają się w coś lekko przyprawionego i kwiatowego. Baza to intensywny paczuli, który nie różni się zbytnio od nieumytej metalowej popielniczki.
To znacznie lepsze, niż mogłoby być w tej cenie. Nie ma tu nic strasznie radykalnego, a w pewnych momentach zbacza w kierunku terytorium Ombre Leather, ale ma więcej rozwoju i zainteresowania. Wcale nie jest złe jak na tanią wodę toaletową i warto to zbadać.
To jest wspaniałe, ale bardzo różni się od tego, czego się spodziewałem. Spodziewałem się zapachu niewiarygodnie bogatego arabskiego księcia, który palił 60 Marlboro Red dziennie. Zamiast tego, to jest dziwnie bliskie gourmandowi, szczególnie na początku, który jest eksplozją kozieradki, anyżu i lukrecji, zmieszanych z delikatnym karmelem i czekoladą. To Amouage, więc jest bardzo mocne, niewątpliwie zbyt intensywne nawet przy lekkim cieple w powietrzu, ale pozytywnie rozwija się w chłodniejszą pogodę.
Gdy się ustabilizuje, łagodnieje do bursztynowego kadzidła z dziegciem brzozowym, mocno z frankincense, lekko zwierzęcego, zmieszanego z piżmową różą. Nadal jest słodkie, nadal ziołowe i pikantne, ale znacznie bardziej stonowane (a więc, noszalne w towarzystwie). Dziwnie, w ogóle nie czuję tu tytoniu.
Jak w przypadku większości Amouage, jego siła oznacza, że konieczne jest oszczędne aplikowanie, ale to jedno z bardziej przystępnych dzieł tej marki, które nosiłbym w większości sytuacji.
Ktoś nosi Tobacco Vanille, które, jak twierdzi, zostało zreformułowane przez obcych, a wąchając je, nie jesteś pewien, że tak nie jest.
W tym samym czasie miażdży gabalnum w nieumytej metalowej popielniczce, zanim nagle to porzuci, decydując się zamiast tego odtworzyć "Zmienione stany" Kena Russella, wspinając się do pustego ocynkowanego zbiornika na wodę.
Jednak to kończy się katastrofą, ponieważ zapominają go napełnić wodą. Pokonani, leżą tam na podłodze, wpatrując się w szare, wypolerowane ściany i postanawiają spalić trochę kadzidła, zanim stracą przytomność.
Podejrzewasz, że ta osoba mogła przyjmować znaczne ilości halucynogenów.
To taki dziwny zapach. Używa kilku składników, które normalnie kojarzyłbyś z ciepłym, pocieszającym aromatem, ale równoważy je wyraźną miedzianą nutą, tworząc coś zimnego i wyraźnie niepokojącego. Nie noszę go często, ale kiedy już to robię, w pewnym sensie go uwielbiam.
Wyobraź sobie, że ktoś wziął kilka kilogramów najtańszego pachnącego potpourri, destylując to do kilku kropli najostrzejszego i najbardziej intensywnego zapachu, który sprawia, że twoje włosy w nosie zapalają się, jeśli ośmielisz się zbliżyć do niego w promieniu 50 metrów, a masz Oud al Layl.
Więc to był scrubber. Właściwie pięciokrotny scrubber, ponieważ tyle prób zajęło pozbycie się tej niewypowiedzianie ohydnej, uporczywej mikstury. Po czwartej próbie zmniejszył się do poziomu, w którym był znośny i pojawiła się sugestia, że gdzieś wśród tej okropnej, przekraczającej wszelkie granice kreacji, zaczynał się zarys umiarkowanie znośnych perfum. Ale szczerze mówiąc, to chyba jedyny pozytyw, jaki mogłem znaleźć: są zapachy, które są wyzwaniem, ale które nagradzają badania, a są też inne, które są po prostu obrzydliwe, niezdarne i tanie. Oud al Layl należy do tej drugiej kategorii.
Czytelniku, nienawidziłem tego (jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś).
Ktoś rozkruszył tubkę cukierków parma violets, wsypał je do pełnej torby kosmetyków, a następnie dobrze wstrząsnął, przez co zawartość rozsypała się do wnętrza.
Po tym wszystkim, cała mikstura została wylana na ciebie, gdy siedzisz w cieniu drzewa lilakowego, popijając sok pomarańczowy.
To jest słodkie i kwiatowe, bardzo pudrowe i czasami bardziej niż trochę mdłe. Częściowo ratuje to baza z paczuli i bursztynu, a gdyby ta nuta była nieco bardziej wyeksponowana, zapewniłaby lepszą równowagę ogólnie.
Reklamowane jako perfumy dla młodych, beztroskich kobiet, przypomina mi raczej coś, w co oblewałaby się pani Slocombe z Are You Being Served, przygotowując się do dnia spędzonego przy ladzie sklepowej, patrząc na wszystkich klientów z wyniosłym wyrazem twarzy.
Dziwnie, ale nie całkowicie mi się to nie podobało, ale jako perfumy, to kompetentna, ale raczej niepozorna kreacja, która nie wyróżnia się zbytnio, zanim nie zniknie w zakurzonym różowym powiewie anonimowości.